Strefa
Wczoraj, w niedziele, miałam niewątpliwą i wielką przyjemność być na koncercie grupy Strefa – finalistów
ubiegłorocznych Opolskich debiutów. Występ zespoły był częścią koncertu charytatywnego zorganizowanego przez Agencję Artystyczną M-ADventure, z którego dochód przeznaczony został do UNICEFu na pomoc dzieciom poszkodowanym na Haiti.
Na plakacie – po kliknięciu pojawi się większy – znajduje się numer konta UNICEFu, na które można przelewać pieniądze dla ofiar kataklizmu oraz numer telefonu, na który można wysyłać smsy.
Wracając do zespołu, który jest moim odkryciem roku [piosenkę Paranoje przesłuchałam już dzisiaj chyba z 20 razy :)] – polecam wszystkim zapoznanie się z ich twórczością, a na zachętę dwa numery zespołu – “Paranoje” i “Strach”. Na dole wpisu linki do strony zespołu i piosnek na YouTubie.
Niedzielny spacerek
W cudownych okolicznościach przyrody :)

Amerykańskie Południe
W wyzwaniowych podróżach nadszedł czas na kontynent amrykański, a dokładniej amerykańskie południe – krainę niewolników, bawełny, słońca, Scarlett O’Hary, pięknych rezydencji, lemoniady, leniwie latających owadów… Tak mi kojarzy się ten rejon Stanów Zjednoczonych, a wizję tą będę miała już wkrótce okazję zwryfikować.
Wśród lektur dla tego wyzwania parę książek miałam już przyjemność czytać, ale większość jest mi absolutnie nieznana. Parę pozycji brzmi dla mnie interesująco:
-
Truman Capote
-
Pat Conroy “Książe przypływów”
-
John Berendt “Północ w ogrodzie dobra i zła”
-
może coś Ann Rivers Siddons…
-
może powrót do dzieciństwa i Mark Twain?
Oczywiście ostateczny wybór zależy od szczęścia, zaopatrzenia biblioteki i pozycji posiadanych przez znajomych :)
Linka do strony wyzwania znajdziecie w Ja i książki -> Wyzwania czytelnicze
Stosiki
Nowość na blogu – stosiki. Większość czytelniczych maniaków pokazuje czekające na nich stosy książek, więc i mi się użaliło i oto są :)
Książki – zdobycze okołonoworoczne – czyli z prezentów gwiazdkowych i urodzinowych [choć te ostatnie nie wszystkie jeszcze dotarły więc może być więcej :)]:
Moje posiadane już wcześniej, ale wciąż czekające na przeczytanie:
Oraz pożyczone od innych [głownie szwagierki - nie wiem czy czasem wszystkie nie są jej :)]:
Joanna Chmielewska – Porwanie
Najnowsza książka Joanny Chmielewskiej “Porwanie” zdaje się wzbudzać o wiele żywszą dyskusję, niż poprzednie książki z ostatniego dorobku autorki. Na pewno wzbudza ją na naszym forum, gdzie podział na zwolenników i przeciwników “Porwania” jest dość widoczny. Dlaczego podobnej dyskusji nie wywołała “Krętka blada”, “Zapalniczka”? Wydaje mi się, że powodem jest fakt, że “Porwanie” jest od tych pozycji zdecydowanie lepsze – przynajmniej w moim odczuciu. Poprzednie pozycje zapominałam zanim skończyłam czytać. Gdyby ktoś spytał mnie o cokolwiek z takiej na przykład “Rzezi bezkręgowców” miałabym duży problem z odpowiedzeniem na pytanie, podczas gdy “Porwanie” mi sie podobało i nie wykluczam, że przeczytam je jeszcze raz. Widać tu powrót do starego stylu pisania, budzi się apetyt i nadzieja na lepsze pozycje.
W “Porwaniu” Joanna, bohaterka, która przeżyła już niejedną przygodę i niejednego bandytę przyprawiła o rozstrój żołądka siedzi grzecznie za stołem ciesząc się w dodatku, że wybrane przez nią miejsce uniemożliwia jej wstawanie. Wiek robi swoje – niestety, jednak zdaje się nie mieć większego wpływu na niefizyczne aspekty i choć pewne stwierdzenia i przekonania czytane po raz kolejny mogą lekko irytować, to moim zdaniem akcja niekoniecznie cierpi na tym uziemieniu głównej bohaterki. Zbiegi okoliczności i przypadki są czasami naciągane, ale pewnego rodzaju nieprawdopodobność zawsze towarzyszyła dziełom pani Joanny. Wystarczy wziąć Joannę która szydełkiem wybrzebała się z lochów :), która przypadkiem zawsze znajdowała się tam, gdzie należało, przypadkiem podsłuchiwała mrożące tajemnice, przypadkiem ubrana była tak a nie inaczej co miało kluczowy wpływ na akcję.
Dobrym posunięciem jest wkroczenie brygady antyterrorystycznej do domu autorki zaraz na początku książki – mocny akcent otwierający akcję to coś, co znamy z poprzednich książek. Jednak potem watęk dwóch Chmielewskich jest za bardzo udziwniany i przeeksloatowany, a obsesja bohaterki na punkcie ucha – zupełnie niezrozumiała. Demonizowanie przy tej okazji mediów też wydaje mi się przesadzone, zwłaszcza, że żaden dziennikarz w całej książce nie zadał bohaterce ani pół pytania na temat jej rzekomego porwania.
Choć niektórzy zarzucają, że przyjęty sposób narracji, czy prowadzenia śledztwa szkodzi książce mi wydaje się, że raczej zmęczenie pióra jest przyczyną, dla której książki nie czyta się tak lekko jak pozycji z czasów świetności pisarki. Nie ma już tej zabawy słowem, która wydawała się cieszyć zarówno pisarkę, jaki i czytelnika, i która tak naprawdę przyciągała mnie do książek pani Joanny. To o czym pisała zawsze było u mnie na drugim planie, na pierwszym było to jak pisała. Przy czytaniu ostatnich książek zdarza mi się też myśleć, że autorka nie docenia inteligencji czytelnika tak, jak kiedyś, tłumaczy rzeczy niewymagające tłumaczenia odzierając je z uroku.
Szata graficzna książki pozostawia wiele do życzenia. Zdecydowanie nie zachwyca okładka, choć jest postępem w stosunku do białej serii o tyle, że ilustracja na niej ma jakiś tam związek z treścią. Wewnątrz użycie różnych czcionek [o ile mnie oko nie myli] do imienia i nazwiska autorki, oraz rozpoczęcie druku na pierwszej stronie od samej góry kładą na kolana. O jakości loga nowego wydawnictwa nie będę nawet pisać. Oczywiście jak nie szata zdobi człowieka, tak i wygląd nie jest w książce najważniejszy, choć niewątpliwie w jakiś sposób wpływa na odbiór pozycji.
Czytelnicze podsumowanie roku 2009
Rok 2008 był dla mnie katastrofalny czytelniczo. Dopadł mnie kryzys i chętniej siadałam do komputera żeby bezmyślnie przeglądać kolejne strony niż na kanapie z książką. Pewnie sytuacja ta była częściowo odzwierciedleniem czegoś, co działo się w moim życiu, ale nie czas i miejsce na psychoanalizy :) Rok 2009 to był mój powrót do czytania. Fakt – nie przeczytałam tyle książek, ile bym chciała, ale czytałam i odnalazłam znaną mi przecież tak dobrze radość z czytania. Udało mi się ukończyć jedno czytelnicze wyzwanie [Kolorowe czytanie], na które wybrałam co prawda książeczki cienkie, ale zawsze coś ;), moja biblioteczka wzbogaciła się o parę nowych pozycji, zostałam członkiem pewnego wspaniałego projektu związanego z literaturą, o którym jeszcze za wiele nie mogę powiedzieć, napisałam parę recenzji na tego bloga. Myślę, że mogę uznać ten rok za udany.
Na rozpoczynający się rok 2010 mam parę planów i parę zmian. Dołączyłam do projektu Nobliści [znajdziecie osobną podstronę w stronie Ja i książki] i mam w planie zapoznać się z przynajmniej jednym dziełem przynajmniej jednego noblisty na kwartał, co zapewni mi lektury na parę lat, ale nie ma co stawiać przed sobą zbyt ambitnych celów. Z nowości – wprowadziłam bardzo prosty system oceniania książek przeze mnie przeczytanych, którego opis znajdziecie w podstronie “Przeczytane w 2010″.
Sobie i Wam życzę owocnego czytania.
Świński katar i Wszystkiego Najlepszego
Jest świńska grypa, może być i świński katar – mnie właśnie dopadł. Czemu świński? Otóż normalny katar ma swoj harmonogram, dzień dwa wodny, potem gęst, wodny reaguje u mnie na sudafed, gęsty na krople do nosa i chociaż nie czuję się najlepiej nie jest też źle, a tym razem coś jest nie tak. Etapy powracają w kółko nawet parę razy dziennie, sudafed nie działa, krople nie działają, sół morska na ciepło nie działa, tajna nalewka z kitu nie działa – NIC NIE DZIAŁA. To jak to nazwać jak nie świński katar? Sylwestrowy wypad nie cieszy tak bardzo jak trzeba brać ze sobą parę wagonów chusteczek i wspinać się na górę [nie za wysoką, ale jednak] z zatkanym nosem.
A z całkiem innej i przyjemniejszej beczki wszystkim Wam życzę…
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!!
Mam cię suk*
czyli mój mąż oprawił i pokroił pierwszego w swoim życiu karpia. To zadziwiające ile energii i negatywnych emocji może wyzwolić taka rybka – nawet w takiej ostoi spokoju jak M.
Przygotowania do świąt idą pełną parą. Ułożyłam sobie już mniej więcej menu. Mężowi zależy na karpiu i kapuście z grochem [tu będę korzystać z pomocy teściowej, jako że u nas się tego nie jadało], siostra zamówiła grzybową. Prawdopodobnie skorzystam też z przepisu Liski na paszteciki, oraz Kwestii Smaku na łososia z suszonymi jabłkami. Co wy przygotowujecie?
***
Jak stroicie choinki?? Tematycznie? Kolorystycznie? Mi zawsze podobały się te ustawione w supermarketach ubrane w jeden, dwa kolory i taką też chciałam mieć. Pierwszego roku kupiłam więc bombki w odcieniach czerwieni oraz kremowe. I wiecie co? Nudno było. W tym roku dokupiłam więc ozdobek bardziej kolorowych, zrobiłam kolorowe gwiazdki ze wstążek i pomalowałam szyszki na różne kolory. Mam nadzieję, że w tym roku moja choinka nie będzie aż taka nudna :)
Wstążki organzowe zamiast łańcuchów
Zastanawiam się, czy jeszcze nie dokupić – bombki w tym roku mają takie śliczne kolory
Szklane aniołki po 2zł za sztuke – jak można się im było oprzeć? :)
Ptaszki w prezencie od mamy











