Joanna Chmielewska – Porwanie
Najnowsza książka Joanny Chmielewskiej “Porwanie” zdaje się wzbudzać o wiele żywszą dyskusję, niż poprzednie książki z ostatniego dorobku autorki. Na pewno wzbudza ją na naszym forum, gdzie podział na zwolenników i przeciwników “Porwania” jest dość widoczny. Dlaczego podobnej dyskusji nie wywołała “Krętka blada”, “Zapalniczka”? Wydaje mi się, że powodem jest fakt, że “Porwanie” jest od tych pozycji zdecydowanie lepsze – przynajmniej w moim odczuciu. Poprzednie pozycje zapominałam zanim skończyłam czytać. Gdyby ktoś spytał mnie o cokolwiek z takiej na przykład “Rzezi bezkręgowców” miałabym duży problem z odpowiedzeniem na pytanie, podczas gdy “Porwanie” mi sie podobało i nie wykluczam, że przeczytam je jeszcze raz. Widać tu powrót do starego stylu pisania, budzi się apetyt i nadzieja na lepsze pozycje.
W “Porwaniu” Joanna, bohaterka, która przeżyła już niejedną przygodę i niejednego bandytę przyprawiła o rozstrój żołądka siedzi grzecznie za stołem ciesząc się w dodatku, że wybrane przez nią miejsce uniemożliwia jej wstawanie. Wiek robi swoje – niestety, jednak zdaje się nie mieć większego wpływu na niefizyczne aspekty i choć pewne stwierdzenia i przekonania czytane po raz kolejny mogą lekko irytować, to moim zdaniem akcja niekoniecznie cierpi na tym uziemieniu głównej bohaterki. Zbiegi okoliczności i przypadki są czasami naciągane, ale pewnego rodzaju nieprawdopodobność zawsze towarzyszyła dziełom pani Joanny. Wystarczy wziąć Joannę która szydełkiem wybrzebała się z lochów :), która przypadkiem zawsze znajdowała się tam, gdzie należało, przypadkiem podsłuchiwała mrożące tajemnice, przypadkiem ubrana była tak a nie inaczej co miało kluczowy wpływ na akcję.
Dobrym posunięciem jest wkroczenie brygady antyterrorystycznej do domu autorki zaraz na początku książki – mocny akcent otwierający akcję to coś, co znamy z poprzednich książek. Jednak potem watęk dwóch Chmielewskich jest za bardzo udziwniany i przeeksloatowany, a obsesja bohaterki na punkcie ucha – zupełnie niezrozumiała. Demonizowanie przy tej okazji mediów też wydaje mi się przesadzone, zwłaszcza, że żaden dziennikarz w całej książce nie zadał bohaterce ani pół pytania na temat jej rzekomego porwania.
Choć niektórzy zarzucają, że przyjęty sposób narracji, czy prowadzenia śledztwa szkodzi książce mi wydaje się, że raczej zmęczenie pióra jest przyczyną, dla której książki nie czyta się tak lekko jak pozycji z czasów świetności pisarki. Nie ma już tej zabawy słowem, która wydawała się cieszyć zarówno pisarkę, jaki i czytelnika, i która tak naprawdę przyciągała mnie do książek pani Joanny. To o czym pisała zawsze było u mnie na drugim planie, na pierwszym było to jak pisała. Przy czytaniu ostatnich książek zdarza mi się też myśleć, że autorka nie docenia inteligencji czytelnika tak, jak kiedyś, tłumaczy rzeczy niewymagające tłumaczenia odzierając je z uroku.
Szata graficzna książki pozostawia wiele do życzenia. Zdecydowanie nie zachwyca okładka, choć jest postępem w stosunku do białej serii o tyle, że ilustracja na niej ma jakiś tam związek z treścią. Wewnątrz użycie różnych czcionek [o ile mnie oko nie myli] do imienia i nazwiska autorki, oraz rozpoczęcie druku na pierwszej stronie od samej góry kładą na kolana. O jakości loga nowego wydawnictwa nie będę nawet pisać. Oczywiście jak nie szata zdobi człowieka, tak i wygląd nie jest w książce najważniejszy, choć niewątpliwie w jakiś sposób wpływa na odbiór pozycji.
Czytelnicze podsumowanie roku 2009
Rok 2008 był dla mnie katastrofalny czytelniczo. Dopadł mnie kryzys i chętniej siadałam do komputera żeby bezmyślnie przeglądać kolejne strony niż na kanapie z książką. Pewnie sytuacja ta była częściowo odzwierciedleniem czegoś, co działo się w moim życiu, ale nie czas i miejsce na psychoanalizy :) Rok 2009 to był mój powrót do czytania. Fakt – nie przeczytałam tyle książek, ile bym chciała, ale czytałam i odnalazłam znaną mi przecież tak dobrze radość z czytania. Udało mi się ukończyć jedno czytelnicze wyzwanie [Kolorowe czytanie], na które wybrałam co prawda książeczki cienkie, ale zawsze coś ;), moja biblioteczka wzbogaciła się o parę nowych pozycji, zostałam członkiem pewnego wspaniałego projektu związanego z literaturą, o którym jeszcze za wiele nie mogę powiedzieć, napisałam parę recenzji na tego bloga. Myślę, że mogę uznać ten rok za udany.
Na rozpoczynający się rok 2010 mam parę planów i parę zmian. Dołączyłam do projektu Nobliści [znajdziecie osobną podstronę w stronie Ja i książki] i mam w planie zapoznać się z przynajmniej jednym dziełem przynajmniej jednego noblisty na kwartał, co zapewni mi lektury na parę lat, ale nie ma co stawiać przed sobą zbyt ambitnych celów. Z nowości – wprowadziłam bardzo prosty system oceniania książek przeze mnie przeczytanych, którego opis znajdziecie w podstronie “Przeczytane w 2010″.
Sobie i Wam życzę owocnego czytania.
Świński katar i Wszystkiego Najlepszego
Jest świńska grypa, może być i świński katar – mnie właśnie dopadł. Czemu świński? Otóż normalny katar ma swoj harmonogram, dzień dwa wodny, potem gęst, wodny reaguje u mnie na sudafed, gęsty na krople do nosa i chociaż nie czuję się najlepiej nie jest też źle, a tym razem coś jest nie tak. Etapy powracają w kółko nawet parę razy dziennie, sudafed nie działa, krople nie działają, sół morska na ciepło nie działa, tajna nalewka z kitu nie działa – NIC NIE DZIAŁA. To jak to nazwać jak nie świński katar? Sylwestrowy wypad nie cieszy tak bardzo jak trzeba brać ze sobą parę wagonów chusteczek i wspinać się na górę [nie za wysoką, ale jednak] z zatkanym nosem.
A z całkiem innej i przyjemniejszej beczki wszystkim Wam życzę…
SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU!!!!
Mam cię suk*
czyli mój mąż oprawił i pokroił pierwszego w swoim życiu karpia. To zadziwiające ile energii i negatywnych emocji może wyzwolić taka rybka – nawet w takiej ostoi spokoju jak M.
Przygotowania do świąt idą pełną parą. Ułożyłam sobie już mniej więcej menu. Mężowi zależy na karpiu i kapuście z grochem [tu będę korzystać z pomocy teściowej, jako że u nas się tego nie jadało], siostra zamówiła grzybową. Prawdopodobnie skorzystam też z przepisu Liski na paszteciki, oraz Kwestii Smaku na łososia z suszonymi jabłkami. Co wy przygotowujecie?
***
Jak stroicie choinki?? Tematycznie? Kolorystycznie? Mi zawsze podobały się te ustawione w supermarketach ubrane w jeden, dwa kolory i taką też chciałam mieć. Pierwszego roku kupiłam więc bombki w odcieniach czerwieni oraz kremowe. I wiecie co? Nudno było. W tym roku dokupiłam więc ozdobek bardziej kolorowych, zrobiłam kolorowe gwiazdki ze wstążek i pomalowałam szyszki na różne kolory. Mam nadzieję, że w tym roku moja choinka nie będzie aż taka nudna :)
Wstążki organzowe zamiast łańcuchów
Zastanawiam się, czy jeszcze nie dokupić – bombki w tym roku mają takie śliczne kolory
Szklane aniołki po 2zł za sztuke – jak można się im było oprzeć? :)
Ptaszki w prezencie od mamy
Przerwać ciszę
Dawno nie pisałam? No, nie pisałam. Co mam was zanudzać pierdołami. Czas jednak nadszedł, by coś napisać, wiec będzie wpis z kategorii o niczym.
Jak idą przygotowania do świąt? U nas zmasowana produkcja gwiazdek na choinkę, ciężkie rozmyślania nad prezentami [też macie problemy z wymyślaniem prezentów dla płci męskiej] i różnego rodzaju planowanie. Kartki świąteczne nie wypisane – a już by trza było wysyłać, menu nie ustalone… A za oknem chmury i deszcz co bardziej nastraja do myślenia o Wszystkich Świętych niż Bożym Narodzeniu. Pani pogodynka mówiła, że same święta będą podobne. Zero śniegu. Nawet jeszcze nie wyciągnełam zimowego płaszcza z czeluści szafy.
Tak marudze, że bez klimatu, ale od czasu do czasu przyłapuję się na nuceniu a to “Przybieżeli do Betlejem”, a to “Last Christmas”, a nawet “Coraz bliżej święta, coraz bliżej święta…” z pierwszego corocznego zwiastuna Bożego Narodzenia, reklamy Coca-Coli.
A co u was słychać? :)
Kozubnik
Kiedyś wspaniały kurort z własną wodą, zasilaniem, oczyszczalnią, basenami, przychodnią i innymi udogodnieniami, z budynkami wyłozonymi granitami, klepkami, kamieniem…
Dziś smutny relikt świetlanej przeszłości, ruina, o którą nikt nie dba – miejsce dla fotografów i amatorów paintballa :)
Zdjęcia z naszej wycieczki do Kozubnika jak zwykle – u męża.


Listopadowy [!] gość
Nie do końca listopadowy, bo jakiś czas już u nas mieszka. Siedział sobie na firance w sypialni, najzimniejszym u nas pokoju. Czasem w nocy połomotał – myślałam, że jest ćmą. Dziś najwyraźniej dogrzany rozwinął skrzydła.

Lata teraz biedactwo po mieszkaniu. tłucze się o ścianyi nie wie co ze sobą zrobić. A co gorsze – ja nie wiem co z nim zrobić. Przecież go nie wywale na mróz?
Dzień Wszystkich Świętych w obiektywie Marcina
Filmowa jesień
Do obejrzanych już tej jesieni “Vicki Cristina Barcelona” oraz “Przerwane objęcia” dołączyło parę nowych filmów. Większość była strzałem w dziesiątkę, choć do niektórych musiałam być nieco nakłaniana :)
…………………………………………………………..
Watchmen
“Akcja “Watchmen Strażnicy” rozgrywa się w latach 80 na Ziemi. Superbohaterowie uznani są powszechnie za banitów i nie mają żadnych praw. Jedynie niewielka ich grupa cały czas pracuje na rzecz ludzkości, ale pod ścisłą kontrolą rządu Stanów Zjednoczonych. W 1985 r. w tajemniczych okolicznościach ginie Komediant, jeden z członków grupy superbohaterów, która została rozwiązana w roku 1977. Sprawę próbuje rozwiązać Rorschach, dawny kompan, który jest przekonany, że śmierć Komedianta nie była przypadkowa. Jego podejrzenia potwierdzają się. Wkrótce kolejni superbohaterowie stają się celami zamachów. Fabuła “Strażników” dzieje się na różnych płaszczyznach. Główny wątek opowiada o wydarzeniach z roku 1985, ale akcja cofa się do roku 1977 i do lat wcześniejszych, opowiadając historię alternatywnego świata i jego superbohaterów.” [FilmWeb]
Film trwa przez 163 minuty! 163!!! minuty męczarni. Dawno nie widziałam równie kiepskiego filmu. A najgorsze jest to, że w moim odczuciu film miał potencjał, który artystycznie został zaprzepaszczony.
…………………………………………………………………
Stan gry

“Russell Crowe wciela się w rolę Cala McAffreya, doświadczonego reportera z Waszyngtonu, którego nieustępliwość prowadzi do rozwiązania tajemnicy morderstwa i spisku w sferach politycznych. Ambitny kongresmen Stephen Collins (Ben Affleck) jest przyszłością swojej partii politycznej: przewodniczącym komitetu nadzorującego wydatki na obronę. W tej wschodzącej gwieździe pokładane są wielkie nadzieje – ma zostać czołową osobistością w kraju – do dnia, kiedy jego piękna asystentka ginie tragicznie, a skrywane tajemnice wychodzą na światło dzienne. Pracując dla swojego wydawcy, twardej jak stal Cameron Lynne (Helen Mirren), która zleciła mu zbadanie sprawy, McAffrey ma wątpliwe szczęście bycia jednocześnie starym przyjacielem Collinsa. Kiedy wspólnie z nową w zawodzie partnerką Dellą Frye (Rachel McAdams) usiłują poznać tożsamość zabójcy, McAffrey natyka się na procedurę tuszowania faktów, które mogłyby wstrząsnąć strukturami władzy. W mieście politycznych doradców i bogatych polityków, odkrywa jedyną prawdę: Kiedy stawką są miliardy, nie ma osoby, której uczciwość byłaby poza podejrzeniem.” [FilmWeb]
Doskonały film – trzymający w napięciu, ciekawy, niebanalny. Zdecydowanie wart obejrzenia.
……………………………………………………………………………….
Solista
“Film ze wspaniałymi kreacjami aktorskimi. Obdarzony nieprawdopodobnym talentem skrzypek Nathaniel Awers (Jamie Foxx) w czasie drugiego roku studiów na prestiżowej akademii muzycznej Juilliard School of Music w Nowym Jorku, zachorował na schizofrenię. Muzyk staje się bezdomnym, zarabiający na życie graniem na ulicach. Pomoc otrzymuje od dziennikarza (Robert Downey Jr.)” [FilmWeb]
Wzruszający, pełen ciepła, poruszający kwestie trudne w sposób nie przytłaczający, czy wpędzający w depresje, ale zmuszający do myślenia.
………………………………………………………………………
A na koniec ze śmiechem wprowadzający w okres bożonarodzeniowy
Cztery Gwiazdki
“Jak odwiedzić każdego z rozwiedzionych rodziców młodej pary w czasie świąt Bożego Narodzenia? Tym bardziej, że są to aż cztery nowe rodziny. Z takim właśnie wyzwaniem zmierzą się Reese Witherspoon i Vince Vaughn w filmie Four Christmases.”[FilmWeb]
Vicky Cristina Barcelona
Piękna Penelope Cruz, równie piękna, choć tak inna Scarlett Johansson i jeden mężczyzna dla nich dwóch, trzech właściwie, bo w grę wchodzi również bohaterka grana przez Rebeccę Hall.
Vicky i Cristina, przyjaciółki, przyjeżdzają do Barcelony na wakacje. Vicky jest zaręczona, stateczna, w Barcelonie szuka materiału do swojej pracy naukowej. Cristina to dusza artystyczna, wciąż szuka miłości, choć nie do końca wie, jak ma wyglądać to uczucie, w Barcelonie odpoczywa po półrocznej pracy nad filmem. Poznają malarza – Juana Antonio, w którym obie się zakochują. Może raczej, którego urokowi ulegają. Czy któraś stworzy z nim szczęśliwy związek i co na to pięka Maria Elena, była żona Juana grana przez genialną Cruz?
Historia świetne napisana, wyreżyserowana i zagrana, przesycona hiszpańskim temperamentem, emocjami, namiętnością, wciągająca.
“Jednak przewrotny Allen tym razem wykazał się prawdziwym mistrzostwem i uczynił film czymś więcej niż zwykłą opowieścią o tym, jak łatwo jest nam ulec czarowi Hiszpanów i Hiszpanek. Komplikując akcję, wprowadzając kolejne postaci, budując zaskakująco alternatywne związki, wnika w głębię ludzkiej psychiki, zadając podstawowe pytania o to, czym jest związek, jaka jest różnica między społecznymi normami a prawdami serca, na jak daleko idący kompromis możemy sobie w życiu pozwolić. Film niesie też ze sobą znaną acz ignorowaną lekcję, że nic, co dobre, nie trwa wiecznie. Kiedy wychodzi się z kina po skończonym seansie, ma się poczucie powrotu z upojnych wakacji: przepełnia nas energia po tym, co nas spotkało, naznaczona lekką nutą melancholii za tym co dobre, co już nie wróci.” [FilmWeb]










